Dezinformacja jako aktywne narzędzie polityki wewnętrznej
Dezinformacja jako element wojny informacyjnej i psychologicznej, choć jest dla nas zagrożeniem, służy elitom politycznym do osiągania konkretnych, długofalowych celów, często kosztem prawdy.
Do napisania dzisiejszego tekstu, lub też omówienia tematu upolitycznienia walki z dezinformacją i wykorzystania problemu, jaki dezinformacja stwarza w bieżącej, wewnętrznej walce politycznej na poziomie krajowym, podchodziłam już od pewnego czasu.
Nie chciałam tego tekstu publikować w czasie trwającej kampanii prezydenckiej, aby nie zarzucono mi stronniczości - i dziś, pracując nad nim, wybrałam, mam nadzieję - maksymalnie neutralny język opisu zjawiska, które chcę Wam przedstawić i jednocześnie na nie uczulić.
Dezinformacja jest ogromnym problemem, Polska nie radzi sobie z nim dobrze, ze względu na różne czynniki społeczne mamy sporo kłopotów z zaufaniem do środków masowego przekazu (np. zarówno do mediów państwowych, jak i prywatnych - zapracowały na to, serwując przez lata skrajnie spolaryzowany obraz rzeczywistości).
Kłopotliwe oraz całkowicie niewiarygodne są też ostrzeżenia i wezwania do walki z dezinformacją, kierowane do społeczeństwa przez polityków, bo klasa polityczna sama z dezinformacj bardzo chętnie korzysta, aby realizować cele w ramach wewnętrznej rywalizacji w ramach istniejącego układu sił.
Właśnie na tym problemie dziś się skoncentrujemy.
Dezinformacja często dziś - oprócz tego, że jest narzędziem do osiągania celów strategicznych w wojne informacyjnej, to bywa wykorzystywana bardzo często jako oskarżycielska etykieta w sporach wewnętrznych, rzadziej międzynarodowych (w obu przypadkach doskonałym przykładem jest prezydent USA Donald Trump zarówno w czasie swojej pierwszej, jak i obecnej kadencji), co przekłada się na nasilenie polaryzacji, która z kolei dezinformację napędza i pomaga zwiększać jej skuteczność.


